Przy wspólnym stole

Przy wspólnym stole

fot. Joanna Matyjek fot. Magdalena Drewnicka / bajecznehistorie.pl

Wywiad z Anetą i Janem Kuroniami

 

Jak zaczęła się Państwa wspólna historia?

Jasiek: Nasza historia zaczęła się już dość dawno, bo 10 lat temu. Wówczas, mniej więcej o tej porze roku zamieszkaliśmy ze sobą, rozpoczynając wspólne życie.

Aneta: Warto nadmienić, że zanim zaczęliśmy się spotykać, miał miejsce incydent, po którym nigdy nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek zamienię z Jaśkiem choć jedno zdanie. O tym, że będzie moim mężem i ojcem naszego dziecka nie wspominając (śmiech). Poznałam go przez wspólnego znajomego na imprezie. Już nawet nie pamiętam szczegółów tego wydarzenia, ale uprzedziłam się do niego przez coś, co wtedy powiedział.

Jasiek: Tak, zdarzało mi się w tamtym czasie mieć specyficzne poczucie humoru. Mam nadzieję jednak, że zostało mi to w końcu wybaczone, bo jeśli nie, to mam przechlapane… Może pamięć tamtej konwersacji nie wróci?

Aneta: Rozpoczęliśmy znajomość ponownie poprzez rozmowy na Facebooku. Potem spotkaliśmy się w parku i jakoś tak się stało, że od razu chcieliśmy razem spędzać jak najwięcej czasu. Zamieszkaliśmy ze sobą chyba po 2 miesiącach od pierwszej randki i do dziś, czyli przez dziesięć lat, oddzielnie spędziliśmy w sumie może miesiąc. Licząc w tym także wyjazd Jaśka w ramach udziału w programie Agent Gwiazdy.

Czym jest dla Państwa gotowanie?

Jasiek: Gotowanie jest czymś, co sprawia nam radość i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest zarazem esencją naszego wspólnego życia. Często siadamy razem i bawimy się w wymyślanie nowych potraw i połączeń smakowych. Zdarza się, że kończy się to śmiechem, bo pomysły potrafią być zaskakujące, ale czasami dzięki takiej burzy mózgów wymyślamy coś naprawdę smacznego. Gotowanie to nie tylko wspólna pasja, ale także nasza praca. A że lubimy ze sobą spędzać czas, to w sumie połączyliśmy przyjemne z pożytecznym.

Aneta: Gotowanie też chyba zacieśniło naszą więź. Ja wcześniej kończyłam aplikację radcowską i gotowałam jedynie hobbystycznie. Dzięki temu, że związałam się z takim pozytywnie zakręconym kulinarnym entuzjastą, sama również zaczęłam zgłębiać tajniki sztuki kulinarnej. Razem występowaliśmy kilka lat temu na antenie programu telewizji śniadaniowej, razem pojechaliśmy do akademii Le Cordon Bleu, by uczyć się gotowania i cukiernictwa. Razem prowadzimy bloga i teraz wydaliśmy wspólnie książkę.

Czy łatwo w rodzinie, przy jednym stole i w jednej kuchni pogodzić różne style odżywiania? Jak to wygląda na co dzień?

Jasiek: To chyba kwestia przyzwyczajenia i kiedy już się razem spędzi w kuchni wiele czasu, wychodzi to całkiem naturalnie. Kiedy zamieszkaliśmy razem, Aneta zakomunikowała, że nie chce jeść mięsa, więc już 10 lat temu zacząłem kombinować i szukać rozwiązań szytych na miarę dla naszej dwójki. Wtedy może nawet było łatwiej robić dwa rożne posiłki przy jednym stole, ale odkąd pojawił się Ignacy, zaczęliśmy razem bardziej kombinować. Teraz musimy zaplanować posiłki, by przygotować je, minimalizując rożne kombinacje. Czas po urodzeniu tego fantastycznego jegomościa stał się bowiem wartością podstawową i nie możemy poświęcić połowy dnia na kulinarne zabawy i eksperymenty. Dlatego teraz mamy swoje patenty w postaci np. wolnowaru, w którym albo ja robię potrawę mięsną, albo robimy posiłek dla wszystkich. Innym patentem jest kilka potraw, które możemy komponować pod siebie, np. curry – ja jadam je z mięsem, Aneta i Ignacy – w wersji warzywnej lub z tofu.

W jaki sposób inspirują się Państwo kulinarnie nawzajem?

Aneta: Każde z nas szuka inspiracji w tym, co lubi. Jasiek często szuka pomysłów na wydobycie najlepszego dla niego smaku mięsa. Ja szukam rozwiązań na potrawy, które będą miłym, wegańskim zaskoczeniem. Natomiast wzajemnie najbardziej inspirujemy się w zakresie niemarnowania jedzenia. Prowadząc razem kuchnię, szukamy fajnych rozwiązań, aby nawet najmniejsze resztki tak przerobić, żeby nie trafiły do kosza. Dodatkowo Jasiek zachęca mnie do częstszego sprawdzania daty przydatności do spożycia, a ja Jaśka do częstszego sprawdzania składu produktów.

Czy syn, czteroletni Ignacy, włącza się w rodzinne gotowanie?

Jasiek: Odkąd pamiętam, Ignacy był z nami w kuchni. Ledwo chodził, a już gdzieś dorwał moje przyprawy i kombinował z nimi tak, że pranie potem było wyzwaniem. Z pewnością jego zainteresowanie kuchnią i gotowaniem także wynika z tego, że my spędzamy w kuchni dużo czasu. Dodatkowo: mamy kuchnię otwartą na salon, co także sprzyja rodzinnej integracji.

Aneta: Ponadto uznaliśmy, że chcemy odczarować gotowanie z dzieckiem i pozwalamy mu jak najwięcej nam pomagać. Robimy wspólnie śniadania – placki, sałatki, surówki. Czasami nie są to potrawy idealne, ale praktyka czyni mistrza. Pozwalamy także Ignacemu na wybór potraw zgodnie z własnymi sympatiami i smakami. Jeżeli czegoś nie chce jeść, nie ma na coś ochoty, to nie zmuszamy do jedzenia. Staramy się zawsze mieć w zapleczu alternatywę, którą może wybrać. To daje mu poczucie decyzyjności i sprawczości w kuchni, dzięki czemu jedzenie nie jest smutną koniecznością, do której zmuszają starsi.

Jak stosować w kuchni zasadę zero waste? Proszę o kilka inspiracji.

Jasiek: Odkąd pamiętam, niemarnowanie jedzenia było moim konikiem. Może dlatego, że mój dziadek [Jacek Kuroń, przyp. red.] był współzałożycielem Banków Żywności, a może dlatego, że ojciec przekazał mi pewną bazę i potem zgłębiając tematykę, doszedłem do wniosku, że to niezwykle ważny problem.

Aneta: Dlatego w naszej kuchni staramy się jak najmniej marnować. Pomaga nam w tym kreatywność, bo nie zawsze ma się ochotę na coś, czemu zostały ostatnie chwile, aby to spożyć. Dla przykładu dużo mrozimy i pakujemy próżniowo do lodówki. Dzięki temu przedłużamy możliwość spożycia takich potraw i produktów.

Jasiek: I dużo przerabiamy, wykorzystując kreatywnie resztki, np. zagęszczając sosy ziemniakami lub czerstwym pieczywem, robimy zapiekanki, gołąbki, gulasze, pizze, czyli potrawy, które przyjmą prawie wszystko. Kreatywnie korzystamy z przypraw, łącząc składniki i przyprawy tak, żeby nie było nudno. Robimy także sobie zestawienie produktów, które muszą być spożyte na dniach i staramy się tak komponować tygodniowe menu, żeby wykorzystać i te produkty, i ewentualne resztki.

Czy ważne jest dla Was pochodzenie produktów, z których przyrządzacie posiłki?

Jasiek: Oczywiście! Bardzo ważne, bo jesteśmy przecież tym, co jemy. Jako społeczeństwo jeszcze zbyt rzadko zdajemy sobie sprawę, jak wielkie znaczenie ma dla wartości naszego życia jakość jedzenia. Często możemy się spotkać z takimi stwierdzeniami, że nie ma żywności bio, bo to tylko napis na opakowaniu. Niestety właśnie w takich momentach widać najbardziej, jak potrzebna jest w tym zakresie rzetelna kampania informacyjna. Niech przykładem będzie tu choćby kasza gryczana, do jakości której powinniśmy przywiązywać wagę, wybierając tę z upraw ekologicznych. Swego czasu czytałem, że w rolnictwie konwencjonalnym zdarzały się sytuacje oprysków szkodliwymi herbicydami w celu osuszenia ziaren gryki i zwiększenia zbiorów. Zgłębiłem temat i od tamtej pory coraz uważniej sprawdzam pochodzenie jedzenia. Teraz, gdy mamy Ignacego, tym bardziej uważam, że odpowiedzialne żywienie dziecka jest częścią okazywania miłości.

Które z produktów są dla Państwa szczególnie ulubione?

Aneta: W naszym domu bardzo lubimy kasze. Naszą ulubioną jest właśnie niepalona kasza gryczana – to tak w nawiązaniu do gryki, o której wspomniał Jasiek. Bardzo lubimy także ziemniaki i przyprawy. Prawda jest jednak taka, że te nasze ulubione produkty przegrywają kompletnie z ilością warzyw i kiszonek w naszych dietach, bo staramy się mocno dbać o zróżnicowaną dietę naszą i synka.

Jakie potrawy polecają Państwo jako uniwersalne, takie które „godzą” różne trendy żywieniowe?

Jasiek: Potrawy uniwersalne, które łączą rożne trendy żywieniowe, to np. gołąbki. Można zrobić je na dwa sposoby, ale można także zrobić absolutnie doskonałe gołąbki wegańskie. Podobnie jest z zupą z boczniaków, którą potocznie nazywamy „flakami” z boczniaków. Dobrze doprawiona jest tak łudząco podobna do oryginału, że każdy mięsożerca zje ją ze smakiem.

Aneta: Oprócz tego można także zrobić wegańskie placki ziemniaczane – bo wychodzą świetnie bez jajek, pizzę – dwa placki z jednego zagniecionego ciasta, sałatki z wegańskim majonezem z dodatkiem mięsa i ryby lub z dodatkiem strączków. Curry, potrawki orientalne. Bardzo dużo naszych wegańskich propozycji w książce nadaje się właśnie na takie małe zmiany w kierunku mięsnym.

 

rozmawiała

Agnieszka Kaniewska

Ekspert ds. zdrowego odżywiania Organic Farma Zdrowia