Wystarczy zawierzyć naturze

Wywiad z Krzysztofem Rzeźnickim, z rodzinnego gospodarstwa ekologicznego “Eko Borówka” Joanny i Krzysztofa Rzeźnickich

Proszę opowiedzieć o swojej historii, która doprowadziła do upraw borówki

Urodziłem i wychowałem się na wsi. Jednak po ukończeniu Technikum Mechanizacji Rolnictwa w Wolborzu nie bardzo chciałem wracać do takiej ciężkiej pracy w gospodarstwie i na 23 lata zostałem zawodowym strażakiem w Rawie Mazowieckiej. Miałem pracę, w której się spełniałem, swoją rodzinę, gdy rodzice przepisali na mnie swoje gospodarstwo, w którym zostały tylko uprawy zbóż, nie było już zwierząt, ziemia nie była dobrej jakości. Dorabiałem wtedy w Warszawie wykonując prace remontowo – budowlane i pewnego dnia, gdy wróciłem do domu mój mały syn rozpłakał się na mój widok – nie poznał mnie. I wtedy pomyślałem, że może lepiej byłoby mniej wprawdzie zarabiać, ale być bliżej rodziny, domu na co dzień. Gdy wpadła mi w ręce ulotka na temat uprawy borówki amerykańskiej zaciekawiło mnie to, chociaż nie miałem żadnej wiedzy na ten temat. Wprawdzie  urzędniczka w doradztwie rolniczym stwierdziła, że na moich gruntach nic nie urośnie i nic na tym nie zarobię, mimo to zacząłem zgłębiać temat. W Polsce uprawa borówki nie była rozpowszechniona, więc czytałem w internecie artykuły dostępne tylko w języku angielskim. Pierwsze borówkowe krzaczki posadziłem w 2001 roku. Dzięki internetowi dotarłem do pana  Tomasza Sobczaka z SGGW, który ratował mnie swoją wiedzą na pierwszym etapie upraw. Brązowiały liście – on mówił, że to naturalna reakcja na słońce. Nie wiem jak bym sobie wtedy poradził bez jego wsparcia, dziś jesteśmy przyjaciółmi.

Jak został Pan  rolnikiem ekologicznym, a następnie biodynamicznym?

Ekologia była „we mnie” zawsze. Natura, życie wśród zwierząt, życie zgodnie z porami roku – w takich warunkach się urodziłem. Nie miałem specjalistycznej wiedzy, ale wystarczyło zdroworozsądkowe myślenie, obserwacja, że tyle czasu rolnik radził sobie bez sztucznych wspomagaczy – dlaczego teraz nie odbywa się to w sposób naturalny? Moja żona pochodzi z Warszawy, ale myśli podobnie jak ja. I tak w drugim roku uprawy borówki odeszliśmy od chemicznych środków ochrony roślin i pieliliśmy ręcznie nasze 2,6 ha. Obawa na początku była – kredyt, zobowiązania, a jak niespodziewane warunki pogodowe doprowadzą nas do strat? Jednak zainteresowanie naszym produktem rosło, strat nie było. Zachęcony tym zacząłem „przekopywać” literaturę na temat upraw ekologicznych, żeby znaleźć odpowiedź na pytanie , jak naturalnie można chronić uprawy. Jeździłem na szkolenia z tego tematu. I wtedy wpadł mi w ręce kalendarz „Dni siewu” wydawnictwa Otylia, które oferowało też inne książki o rolnictwie ekologicznym, ale i biodynamicznym. Dostałem egzemplarz książki „Kurs rolniczy” Rudolfa Steinera  i czytając ją razem z małżonką stwierdziliśmy, że niewiele z tego rozumiemy, śmialiśmy się z pewnych sformułowań. Miałem do tej książki pięć podejść, ale nie rezygnowałem, coś mnie fascynowało. W końcu przekonał mnie opis obiegu materii w naturze na przykładzie organizmu krowy. Pochodzę ze wsi i ten obraz do mnie nareszcie przemówił! Teraz mogę powiedzieć, że biodynamika to wiedza stosunkowo prosta i daje odpowiedzi na wszystkie pytania. Redukuje ryzyko błędów do minimum. Trudno jest mi to wytłumaczyć natomiast jej zastosowanie w praktyce doskonale czuję i rozumiem. I wiem, że jeśli postępuję zgodnie z zasadami tego rolnictwa to nie muszę się martwić o efekt końcowy.  Dla mnie – łatwiej to zrobić niż zrozumieć, wystarczy zawierzyć naturze, ona wie co robi. Po 5 latach upraw borówki otrzymaliśmy certyfikat Demeter i byliśmy wtedy jednym z dwóch takich producentów w Europie i jednym spośród 3 na świecie.  Obecnie w Europie producentów przybyło, ale w Polsce tylko nasze borówki mają ten certyfikat.

Dlaczego uprawa właśnie borówki amerykańskiej? Za co ceni Pan te owoce?

Gdy zaczynaliśmy borówka nie była jeszcze taka popularna jak teraz, ale ten boom już się zaczynał. Mogę powiedzieć, że wsiedliśmy do ostatniego wagonu tego pociągu. Grunty pasowały pod takie uprawy – to ziemie ubogie w składniki mineralne, ale dobre dla borówki. Więc ekonomicznie się to też kalkulowało.

Borówka to bardzo atrakcyjny, smaczny owoc. Truskawka w środku sezonu już mi się przejada, a garść borówki z rana – nieodmiennie stawia mnie na nogi. Moje dzieci wręcz szaleją za tymi owocami. Dużo serca wkładamy w przygotowanie owoców do handlu. Są to owoce deserowe, jedzone na surowo i starannie podchodzimy do ich zbioru. Z ciekawostek – dzwonił do nas radiesteta, który bada wahadełkiem produkty przed spożyciem i zapytał co takiego robimy, bo tylko nasze borówki przeszły jego badanie pozytywnie. Mamy nieustanne potwierdzenie od klientów, a zainteresowanie przerasta nasze możliwości. Odbieramy to w ten sposób, że jest to zapłata za nasze włożone w ten produkt serce. Gdy mieliśmy ciężki czas – było gradobicie, owoce pospadały – odbieraliśmy mnóstwo telefonów i klienci przyjeżdżali nawet z bardzo daleka, żeby odbierać owoce. To było bardzo budujące.

Jak wygląda taka uprawa według zasad rolnictwa biodynamicznego?

Bardzo prosto – niektórzy mówią, że to wyższy poziom ekologii, ja nie dzielę. Każde inne uprawy niż konwencjonalne to sukces. Ekolog to mój brat w walce Dawida z Goliatem. Jedyna prawdziwa weryfikacja – to oddolne wsparcie przez coraz bardziej świadomych klientów.

Z biodynamiką jestem 10 lat i korzystam tylko z tego, co rodzi ziemia. Jeśli gospodarstwo ma obieg zamknięty to ziemia sama prowadzi za rękę. Istotne są preparaty ziołowe w takim gospodarstwie. Aż trudno uwierzyć, że jest taki efekt działania – na podstawie podstawowych roślin z naszej szerokości geograficznej: rumianek, kozłek, kora dębu, skrzyp, krwawnik, pokrzywa – zawsze i wszędzie występują. Ziół jest raz mniej raz więcej – wystarczy nie deptać, nie niszczyć, same rosną. Wystarczy zwykłe otwarcie się na to. Kalendarz biodynamiczny daje duże wsparcie – kiedy je zebrać, żeby miały jak najwięcej składników i kiedy je zastosować, żeby to było najbardziej efektywne.

Potrzebnej jest też trochę wiedzy astronomicznej – wsparcie fachowców, którzy na podstawie układu planet to podpowiadają. Kalendarz jest zawsze obarczony błędem, bo idzie wcześniej do druku. Ważna jest codzienna obserwacja natury. Problemy to czasami sąsiedztwo, działania ludzi wbrew przyrodzie. Takie na przykład działa antygradowe – wystrzeliwana  w powietrze fala uderzeniowa powoduje szybkie wymieszanie mas powietrza i zamiast gradu spada deszcz. W sąsiedniej miejscowości rolnik to robił – wytworzył się wir powietrza i to w promieniu kilkuset metrów było go widać – jak trąba powietrzna. Jeśli małe działko może wywołać takie zmiany w przyrodzie,to co mówić o poważniejszych działaniach.

Jak klient powinien interpretować znaczek Demeter na produkcie?

Standard Demeter to dodatkowa gwarancja – to nieprzymusowa, dobrowolna certyfikacja bardziej rygorystycznie kontrolowana niż eko. Produkt jest śledzony od pola do ostatecznego konsumenta – raportowane jest, gdzie pojechała jaka ilość i od tego odprowadzana jest opłata. W organizacji Demeter jest sztab pracowników, którzy realnie chronią ten znak i śledzą ten produkt na rynku. Oferują też wsparcie dla rolnika w przypadku nieuczciwej konkurencji.    

 Czym różni się ekologiczna uprawa borówki od konwencjonalnej?

To są dwa odrębne światy. Nie powinno się tych pojęć zestawiać ze sobą. W konwencji – chemia, chemia, chemia, wyniszczenie gleby i skutek – kumulacja chorób roślin, która  z kolei wymaga zastosowania więcej chemii, która zostaje w glebie. To się okazuje później i trudno się tego pozbyć przez wiele lat. W konwencji – zwalczanie wszystkich zagrożeń w ciągu kilku minut. Rolnik się nie narobi, używa chemii – na powierzchni kilkudziesięciu ha w ciągu dnia. U mnie – 6 osób przez tydzień ręcznie musi pracować, żeby otrzymać ten sam skutek.

My z racji prowadzenia tego typu upraw – wzbogacamy środowisko, ziemia się naturalnie odradza, humusu przybywa. W konwencji – jest  jałowa i nie daje się uprawiać. Wytrute nietoperze, jaszczurki.

Ale sąsiadom pomału otwierają się oczy. Do sadów wróciły pryzmy z obornikiem, więc przekonano się, że nie da się gleby dobrze odżywiać sztucznie.  Obserwowałem taki proces na moje działania ekologiczne i biodynamiczne: na początku ironia, potem zaciekawienie aż w końcu znalazł się w okolicy rolnik, który chce skończyć z konwencją. Ja nie miałem się od kogo uczyć, jestem samoukiem. Jednak po latach doświadczeń mogę powiedzieć: konwencja to samo zło, to nie jest produkt żywnościowy , konsument jest oszukiwany, to nie powinno nosić miana żywności!

Dla mnie punktem wyjścia jest to, co ta roślina ma zostawić w organizmie człowieka, który będzie to jadł. Poprzez drobne zabiegi uprawowe możemy wesprzeć te funkcje w roślinach, w owocach. Prof. Ewa Rembiałkowska z SGGW używała moich owoców do badań porównawczych eko z konwencją. Wiem, że wyniki wyszły zdecydowanie na korzyść eko.

Proszę opowiedzieć o trzmielach z własnego chowu?

Wpływ na poprawne zapylanie roślin mają pożyteczne owady – trzmiele, pszczoły. Trzmiele są najlepszym zapylaczem w przypadku borówki, bo są duże i silne. Kwiat borówki ma kształt kielichowy – jak kwiat konwalii. Potrzebny jest długi język jaki ma trzmiel. Albo silny trzmiel albo owad tak mały, że wejdzie do środka kwiatu jak na przykład dzika pszczoła – murarka. Ponieważ trzmiele to był mój numer 1 – ukończyłem kursy w Puławach i jestem przygotowany do wyhodowania trzmielej rodziny. Z czasem okazało się, że wystarczy zapewnić bogactwo kwitnących roślin (np. facelia) przez długi okres i trzmiele naturalnie wyprowadzą silne rośliny.

Na wiosnę w moim gospodarstwie najpierw kwitnie dereń potem wierzba iwa – najlepsza roślina „diagnostyczna”– jak zakwita to jestem w stanie ocenić czy jest problem z owadami, czy coś się w czasie zimy nie zadziało, że populacja się zmniejszyła. Jeśli tak – hoduję własne. Podstawowa rzecz – obserwacja przyrody. Mniej literatury, a więcej czasu spędzanego na polu.

Jakie ma Pan plany na przyszłość?

Obecnie uprawa borówki to 3 ha. Posadziłem też dereń jadalny 0,5 ha. W tym roku będę miał 1,5 tony w przyszłym już powinno być dwukrotnie więcej.

Próbuję z mini kiwi – to owoc wielkości agrestu, z jadalną skórką – w tej chwili to młode rośliny. To ryzykowna, pracochłonna uprawa. W przyszłym roku jak nie będzie przymrozków, niebo będzie łaskawe, to będą owoce.

 Od tego roku zaczynam też przygodę zielarską. Posiałem 1 ha chabra bławatka. To duża inwestycja – potrzebne jest całe zaplecze, suszarnia. Zioła to dużo koloru, zapach, ale wymagają dużo przestrzeni i zaplecza.

Suszony skrzyp to roślina równorzędna przy uprawie borówki, to podstawowe zioło, które zapobiega chorobom grzybowym. Skrzyp to bardzo odporny chwast – pierwszy odrasta po wyplewianiu. Do 100 kg suszu na rok jesteśmy w stanie zapewnić – to najwyższa półka jakościowa skrzypu – bo na rynku brakuje takiego bez chemii. Tylko zielony listek gwarantuje jakość ziół.

 

Rozmawiała Agnieszka Kaniewska

Ekspert ds.zdrowego odżywiania Organic Farma Zdrowia